Jej historia to dowód na to, że zdrowie to nie tylko ciało, ale i umysł. Przez lata zmagała się z otyłością i depresją, czując się bezsilna wobec własnego organizmu. Dopiero trafna diagnoza w 2015 roku pozwoliła jej rozpocząć prawdziwą walkę o siebie.
To była długa droga, pełna prób, błędów, zwątpienia, ale i małych zwycięstw. Joasia jako Ambasadorka Fundacji FLO chce wspierać innych pacjentów w ich walce o zdrowie i samoakceptację. Jej historia pokazuje, że nie ma sytuacji bez wyjścia a odpowiednie wsparcie może zmienić wszystko.

Oto ona:
“Moja walka o zdrowie i lepszą wersję siebie to podróż, która zaczęła się dekadę temu – i wciąż trwa. W 2014 roku przy wzroście 165cm ważyłam 125 kg. Nigdy nie byłam osobą szczupłą, ale lata 2010–2014 przyniosły dramatyczny wzrost masy ciała – z 80 kg do 125 kg.
Przyczyną były niezdiagnozowane choroby, które wpędziły mnie w depresję, kompulsywne jedzenie, poczucie beznadziei i brak energii do życia. Każdy dzień był walką, w której z góry czułam się skazana na porażkę. Miałam wrażenie, że nikt nie potrafi mi pomóc, a moje zdrowie i szczęście wymykają się z rąk.
Przełom nastąpił w 2015 roku, kiedy trafiłam na lekarza specjalistę, który wreszcie postawił trafną diagnozę. To był moment, który zmienił wszystko. Od tego czasu rozpoczęłam swoją walkę – powolną, bolesną, pełną prób i błędów. Nie było łatwo. Musiałam nauczyć się od nowa swojego ciała, zrozumieć, co mi służy, a co szkodzi. Każdy kilogram mniej był kolejną wygraną bitwą. Każdy dzień, w którym udało mi się wstać i podjąć próbę, był krokiem naprzód.
Droga do zdrowia i samoakceptacji nie była prosta, ale nauczyła mnie jednego: wszystko zaczyna się w głowie. To my decydujemy, jak będzie wyglądać nasza przyszłość – choć często nie jesteśmy w stanie przejść tej drogi bez odpowiedniego wsparcia.
Uważam, że w przypadku choroby otyłościowej ogromne znaczenie ma nasze nastawienie psychiczne. To, jak podchodzimy do zdrowia, procesu „odchudzania”, ale też – jak umiemy współpracować ze specjalistami, nawet po postawieniu trafnej diagnozy.
Kiedy zdiagnozowano u mnie ciężką insulinooporność, zbliżającą się do stanu przedcukrzycowego, rozpoczęłam pracę z psychoterapeutą. Zrozumiałam wtedy, jak ogromną moc ma nasz umysł. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale bez pracy nad emocjami i mechanizmami, które kierują naszymi zachowaniami, trudno mówić o trwałych zmianach.
Znam przypadki osób, które – mimo operacji bariatrycznych i leczenia farmakologicznego – wróciły do poprzedniej wagi. Dlaczego? Bo nie przepracowały przyczyn swojego jedzenia, nie zajęły się sferą psychiczną.
W moim przypadku wszystko zaczęło się w głowie. Kompulsywne jedzenie było dla mnie sposobem na ucieczkę, na uciszenie emocji. To ono napędzało spiralę otyłości. A przecież otyłość, podobnie jak alkoholizm czy uzależnienie od nikotyny, ma silny komponent psychiczny. Z tą różnicą, że jedzenia nie da się całkowicie unikać – musimy nauczyć się żyć tak, aby to jedzenie nas karmiło, a nie niszczyło. Dlatego, mimo że udało mi się wiele osiągnąć, od lat stale pracuję nad sobą z doświadczonym terapeutą. Bo wiem, że to proces. Że zdrowie i równowaga psychiczna to codzienne wybory, a nie jednorazowy wysiłek. Zaczęłam też regularnie ćwiczyć. To, co kiedyś było dla mnie karą, z czasem stało się moją pasją i też sposobem na odnalezienie siebie.
Dziś, w 2025 roku, wiem, że choć osiągnęłam wiele, to moja podróż się nie kończy. Moje zdrowie to proces, a nie cel. Cieszę się każdym dniem, każdym sukcesem i każdą lekcją, którą daje mi życie. Mam nadzieję, że moja historia – jeśli pomoże choć jednej osobie, która zdecyduje się zawalczyć o siebie – da mi poczucie podwójnej wygranej.
Pamiętajcie: najważniejsze to się nie poddawać. Droga może być długa i trudna, ale nagroda – nowe życie – jest warta każdego wysiłku”.
